sobota, 19 października 2013

Rozdział 3

Długo mi zeszło żeby napisać ten rozdział.  Niestety dalej jest nie kompletny. Na wytłumaczenie się mam to to, że mój laptop dostał Cruciatusem, a mili panowie z serwisu chyba Imepriusem bo jakoś specjalnie im się nie spieszyło ( 5 tygodni) -,-  A wena a raczej jej brak też mi jakoś nie pomagała…. Nie mam pojęcia ile już czasu minęło mam nadzieję, że jeszcze ktoś to przeczyta :)


http://www.youtube.com/watch?v=Mhj15W23IjA&autoplej=0&kolorek=b4f3df&typek=3


Oparła się plecami o drzwi gabinetu dyrektorki. Te lekko trzasnęły i się zamknęły.
Zamknęła oczy i pozwoliła, by myśli zamieniły się jej w obrazy.
Zobaczyła siebie. Miała trzynaście lat i uczyła się pierwszej melodii na skrzypcach. Grała (raczej rzępoliła) “Wlazł kotek na płotek”. Zaśmiała się. Początki zawsze były trudne.
W tym samym dniu, gdy dostała instrument, razem z mamą przygarnęły kota Groszka. Był on cały szary w ciemniejsze paski. Był u nich dość krótko a zdobył on serce Lex.  Jednak kocisko miało swoje lata i niestety po paru dniach nadszedł kres jego dni. Najgorsze było to, że to Lex była świadkiem jego śmierci. To było okropne. Stał się taki… inny. Jakby nie on. Jego dotąd kocie oczy zamieniły się w… pionowe paski! Zaczął pomrukiwać coś niezrozumiałego (nie, żeby wcześniej potrafił mówić) ale zaczął… syczeć?! zupełnie jak wąż. Stał się wtedy taki szalony. Znikąd pojawił się na niej,  wydrapał pazurem znak na jej udzie i zeskoczył tak szybko jak na nią wskoczył. Położył się w swoimi legowisku, po czym zatonął w “wiecznym śnie”.  
W jednej chwili straciła przyjaciela i zyskała sączącą się bez końca ranę. Gdyby nie szybka pomoc mamy na pewno wykrwawiłaby się na śmierć.  
Nie mogła uwierzyć. Bała się dyrektorki bardziej niż (jak później stwierdzono po długich badaniach) wściekłego kota. Co było gorsze wyrzucenie ze szkoły czy kot, który mógł zabić?! Uśmiechnęła się do siebie z własnej głupoty. Włożyła ulotki do torby. Spojrzała na zegarek. Miała dziesięć minut do rozpoczęcia lekcji.
Może jeszcze zdążę- myślała- Przecież wcześniej też myślałam, że się spóźnię, a jednak !. - uśmiechnęła się raz jeszcze. Po co ona mnie w ogóle wezwała! Chyba wie, że mam dzisiaj zajęcia. Przełożyła torbę przez ramię. Pokrowiec ze skrzypcami wzięła do ręki i pobiegła w głąb korytarza. Przelotem widziała czyjeś oczy. Zatrzymała się. Omiotła spojrzeniem najbliższe otoczenie ale nikogo nie zauważyła.
Popędziła przez hol. Pani Aldona Pumpernikiel sprzątała właśnie podłogę przy drzwiach schowka. Lex chciała przejść wzdłuż ścian aby bardziej nie pobrudzić podłogi.  Pamiętała jak sprzątaczka potraktowała ją gdy poszła przez środek podłogi. W przelocie wybełkotała do woźnej coś w rodzaju “Dzień Dobry”. Ta się odwróciła się, spojrzała na nią i mruknęła do siebie “Ta dzisiejsza młodzież. Na nic nie ma czasu. Gdy ja byłam w jej wieku…” i wróciła do pracy. Lex wbiegła po schodach na pierwsze piętro.
Gdy już była na ostatnim schodku, zgięła się w pół i oddychała głęboko.
Uuu.. dziewczyno chyba będziesz musiała zacząć częściej chodzić na treningi. - pomyślała i zaśmiała się od razu.
Uff- powiedziała i wyprostowała plecy. - Nie no... Serio zabierz się w końcu za siebie…
Wzięła ostatnie dwa wdechy.
- Zaczekaj! - usłyszała głos za sobą. Automatycznie się odwróciła ale na dole nikogo nie zauważyła.
- Głupcze. Co ty robisz? Przecież jeszcze cię usłyszy! - usłyszała donośny szept.
- Ciii….
Rozglądnęła się ale nikogo w pobliżu i na dole nie było.
Pewnie mi się zdawało.. Ale gdzie jest Pumpernikiel?! -pomyślała. - Może coś jej się stało. Usłyszała jeszcze dźwięk stawianego wiadra.
Myślałaś że będzie w jednym miejscu myć?! - zaśmiała się
Beżowa ściana z kwiecistymi ornamentami wypełniała przestrzeń saloniku na piętrze. Największe wrażenie sprawiały tu ponad dwumetrowe białe drzwi. Dziewczyna często tu przychodziła przed czasem aby podejrzeć baletnice z sąsiedniej sali.
Nie czas teraz na wspomnienia- ostro powiedziała w myślach
Podeszła do drzwi i sięgnęła po mosiężną klamkę. W chwili muśnięcia poczuła zimno przenikające do palców. Odruchowo cofnęła rękę. Złapała raz jeszcze tym razem jednak przez bluzę.
Ahh ….. jaka ja mądra -mruknęła.
Drzwi otworzyły się a rażące światło dobiegające z sali poraziło ją. Szybko zamknęła powieki. Za mocno, bo teraz jej leciały łzy.
-Auuua - powiedziała. Zamknęła drzwi.
Co tam mogło być?

2 komentarze:

Audrey pisze...

Fajny rozdział :D Widać, że robisz postępy! Tak trzymać :P

Anonimowy pisze...

Supeeer ;-). Kiedy nastepny ?